LHASA – BYĆ, CZY MIEĆ? (24-26.05.2026R.)


W czasie naszych podróży unikamy tematów politycznych, chociaż bardzo nas one zawsze interesują. W tym przypadku bez solidnego przygotowania nie można właściwie ocenić tego, co tutaj zobaczymy. Dosłownie wczoraj w reklamie biura turystycznego przeczytaliśmy takie zdanie: „ kto wie więcej , widzi więcej”. 

Dokładnie tak jest z Lhasą. 67 lat temu Lhasa była 30 tysięcznym miasteczkiem pracującym na potrzeby pałacu Potala i „dworu” Dalajlamy. Niestety nieprawdopodobnie biednym i zacofanym, czego nie da się ukryć nawet zwiedzając pałac Potala. Dzisiaj prawie milionowe, nowoczesne miasto, stolica Autonomicznego Regionu Tybetu, piękna, z szerokimi ulicami, ogromną ilością zieleni, nie wspominając o sklepach , których oferta zaspokoi najbardziej wyszukane gusta najbogatszych tego świata.

Sam pałac Potala, dla którego przecież tutaj przyjechaliśmy, jest imponujący (pow. 13 tys.m2, ściana wschód -zachód ma 400 m dł. a północ-południe 350 m dł.). Górujący nad miastem, wzniesiony na czerwonej skale, w części białej (odnawianej podobno co roku mlekiem i miodem) przeznaczony jest dla spraw administracyjnych, urzędowych, a w części czerwonej przeznaczony dla spraw religijnych. Nas architektonicznie zachwyca i urzeka, a dla buddystów to święte miejsce. Potalę zwiedzamy w niedzielę w miesiącu Saga Dawa (najświętszy okres w roku dla buddyzmu tybetańskiego), dlatego liczba pielgrzymów jest ogromna. Niektórzy odprawiają korę idąc wokół pałacu, ale są też tacy, którzy odprawiają korę padając za każdym krokiem „na twarz” (prostracja), odmierzając pokonywaną drogę długością własnego ciała. Wieczorem poszliśmy zrobić zdjęcia pięknie podświetlonego pałacu. Trafiliśmy na plac tak często krytykowany przez turystów , ale czy słusznie? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Zadbany , z alejkami, z dużą ilością kwiatów, z miejscami, gdzie koncertują artyści, z możliwością fotografowania Potali, a to, że na całym placu największe jest zdjęcie I sekretarza, a vis avis jego poprzedników to jest właśnie największa trudność w ocenie dzisiejszej Lhasy.

W Lhasie na listę UNESCO wpisane są 3 obiekty, pałac Potala, najświętsze dla Tybetańczyków miejsce – Świątynia Jokhang oraz letni pałac Dalajlamy – Norbulingka. W Świątyni Jokhang, a właściwie przed nią, można zobaczyć największą ilość wiernych, którzy padając „na twarz” zmierzają do figury Buddy, przywiezionej tu w VIIw. W świątyni znajdowały się początkowo dwie figury Buddy (dla nich zresztą świątynię wzniesiono w VII w.). Jedną przywiozła nepalska księżniczka, żona króla Tsongkapy (jedno z dwóch zawartych przez niego politycznych małżeństw) , a drugą z kolei przywiozła chińska księżniczka (drugie jego małżeństwo polityczne). I właśnie ta druga figura Buddy do dziś znajduje się w tej świątyni. Legenda głosi, że świątynię zbudowano w miejscu zasypanego jeziora. Król i jego nepalska żona chcieli zbudować świątynię, ale prace nocą były niszczone. Chińska żona króla odkryła, dzięki feng shui, że Tybet leży na ciele leżącej demonicy. Natomiast jezioro miało być jej sercem. Król kazał zasypać jezioro, aby unieruchomić potwora. Jezioro zasypano ziemią przenoszoną przez tysiące kóz. Na zasypanym terenie wzniesiono świątynię, która przygwoździła serce demonicy do ziemi. Z budową tej świątyni związana jest zmiana nazwy miasta z Rasa („Miejsce Kóz”) na Lhasa („Miejsce Bogów”). W ostatnim dniu, już bez przewodnika, spacerujemy po letniej rezydencji Dalajlamy – Norbulingce. Zadbany, położony w parku z licznymi małymi świątyniami, na pewno był dla Dalajlamy dużą odskocznią od życia w ogromnym pałacu Potala. Wypada wspomnieć , że właśnie stąd w 1959 roku Dalajlama uciekł do Indii, gdzie przebywa do dziś.

 

 

 


Komentarze

Brak strony