MAURITIUS, REUNION, SESZELE I MADAGASKAR (09-23.12.2025R)


Mauritius najpierw stanowił własność Holendrów, potem Francuzów i do 1968r. Brytyjczyków. Francuzi pozostawili język, a Brytyjczycy ruch lewostronny. Lotnisko znajduje się po drugiej stronie wyspy, w stosunku do portu, w którym cumował nasz statek. Przejazd do portu i zaokrętowanie odbyło się bardzo sprawnie, a wieczorem dostarczyli nam samochód z wypożyczalni.

Pierwsze miejsce, które odwiedzamy na Mauritiusie to półwysep Le Morne Brabant. Tutaj na 556 metrową górę w XIX w. zbiegli przed prześladowaniami niewolnicy. Miejsce, wpisane na UNESCO, stało się symbolem walki o wolność i godność. U podnóża góry znajduje się memoriał z wieloma rzeźbami, wykonanymi przez artystów z krajów, z których trafiali tu niewolnicy. Półwysep otoczony jest piękną piaszczystą plażą, doskonałe miejsce do wypoczynku.

Kolejną atrakcją, którą podziwiamy na Mauritiusie jest Chamarel – ziemia siedmiu kolorów (geopark). Kolory te nadaje ziemi żelazo i aluminium , a w słoneczny dzień widok jest spektakularny. Tutaj też, po raz pierwszy w czasie tej podróży, spotykamy żółwie olbrzymie. Na zakończenie, niestety w deszczu ( jesteśmy w końcu w tropikach) oglądamy wodospad Chamarel o wysokości 100 metrów.

Właśnie z powodu deszczu pomijamy plażowanie na plaży Flic an Flac i jedziemy zapoznać się z „Wielkim Eksperymentem”. Tutaj Brytyjczycy po zniesieniu niewolnictwa (1834r) przywieźli około pół miliona robotników kontraktowych do pracy, głównie na plantacjach trzciny cukrowej. W miejscu zwanym Apravashi Ghat (UNESCO) pracownicy ci pokonywali słynne 14 stopni schodów, aby wejść na ląd. Znajduje się tu małe muzeum i kilka budynków z tamtego okresu.

Dwa tygodnie później, na zakończenie rejsu, zostawiliśmy sobie niespieszny spacer po zakątkach Port Louis.

Reunion – departament zamorski Francji. Niezwykle interesująca geologicznie, przyrodniczo, widokowo wyspa w Archipelagu Maskarenów. Trzy cyrki powstałe po zapadnięciu kalder wulkanicznych tworzą krajobraz wyspy. Krętą , górską , bardzo malowniczą drogą docieramy na Piton Maido. Z punktu widokowego Grand Belvedere (2190m.n.p.m.), przy dobrej widoczności, rozpościerają się spektakularne widoki na największy z cyrków – cyrk Mafata. Na punkcie widokowym spędziliśmy około godziny doświadczając wszystkich możliwych warunków pogodowych, począwszy od zerowej widoczności, żeby po kilku minutach zobaczyć całą panoramę, łącznie z Le Gros Morne (3013m.n.p.m.). Na wszystkich obserwujących ogromne wrażenie robiły chmury w błyskawicznym tempie napływające od dołu. Do położonych w cyrku wiosek dostać się można wyłącznie pieszo, bądź helikopterem. Droga powrotna wydawała się bardziej tajemnicza z powodu rzęsistego deszczu, zwłaszcza na odcinku biegnącym przez las, w którym rosły drzewa obficie pokryte zwisającymi, długimi porostami.

Przed nami długa droga (1080 mil morskich) na Seszele, dwa pełne dni na oceanie, dlatego też z Reunionu wypływamy wyjątkowo wcześnie.

Seszele. Nasza pierwsza wyspa na Seszelach to La Digue. Stoimy na kotwicy, a na wyspę dowożą nas łodziami ratunkowymi (tenderami).

W porcie od razu przesiadamy się na miejscowy prom i płyniemy na wyspę Praslin. Celem naszej wizyty na tej wyspie jest Park Narodowy Vale de Maio wpisany na listę UNESCO. Park jest jednym z najcenniejszych na świecie. Oglądamy tu gęsty pierwotny las z endemicznymi, potężnymi (wys. od 25-34m) palmami coco de mer. Pierwsze owoce wydają po około 25-50 latach, a ich średnia waga wynosi ok. 30 kg. Najstarsze palmy mogą mieć ok. 350 lat. Owoce kształtem przypominają półdupki. Czuliśmy się pośród tych palm jak krasnoludki.

Po zwiedzeniu parku wracamy na wyspę La Digue. Na wypożyczonych rowerach jedziemy na plażę Anse Sourse d'Argent. To przykład wspaniałej folderowej plaży jaką reklamują się Seszele. Po drodze przejeżdżamy przez starą farmę L'Union Estate. Uprawiano tu wanilię i pozyskiwano koprę. Chwilę spędzamy przy ogromnych żółwiach lądowych. Po intensywnym , ale miło spędzonym dniu wracamy na statek.

Dopiero następnego dnia rankiem popłyniemy na kolejną seszelską wyspę  Mane. Cumujemy w Victorii - jednej z najmniejszych stolic na świecie.

Na zwiedzanie wyspy wypożyczyliśmy sobie samochód suzuki Jimny, co ma małe symboliczne znaczenie, ale o tym później.  Rozpoczynamy od spaceru szlakiem Copolia Trail prowadzącym na szczyt Copolia  Summit o wysokości 497 m.n.p.m. Rozpościera się stąd piękny widok na PN Morne Seszele, zatokę i okoliczne wyspy. Na szczycie można też zobaczyć mięsożerną endemiczną roślinę - dzbanecznik seszelski. Spotkaliśmy tu małżeństwo farmerów z Islandii, których potem zabraliśmy na stopa i spędziliśmy razem caly dzień. Tutaj wyjaśnienie dotyczące Jimnego . Tak się składa, że po raz drugi w życiu jeździliśmy Suzuki Jimny. Pierwszy raz miało to miejsce na Islandii, a teraz na dalekich Seszelach wozimy nim Islandczyków. Jedziemy zobaczyć wychwalaną plażę Anse Intendance . Niestety można tylko plażować, kąpać się nie można z powodu wysokich fal - czerwona flaga.

Z rekomendacji Islandczyków jedziemy do bardzo interesującego prywatnego ogrodu boptanicznego Jardin do Roi. Ogród jest świetnie zorganizowany, przy każdej roślinie znajduje się tabliczka z jej nazwą . Przy zakupie biletu dostaliśmy mapkę z wykazem roślin, na którym można zaznaczyć oglądane rośliny. Miejsce zdecydowanie warte polecenia.

Dzień kończymy na plaży Beau Vallon, gdzie żegnamy się z naszymi towarzyszami.

Atrakcjami kolejnego dnia pobytu w Victorii - stolicy Seszeli - był rejs łodzią półpodwodną  do morskiego PN Sainte Anne i na zakończenie pobytu na Seszelach zwiedzenie ogrodu botanicznego. Największą atrakcją ogrodu była zagroda z żółwiami  olbrzymimi, które pomimo zakazu wszyscy karmili i dotykali. Przed opuszczeniem wyspy Mahe kupujemy tradycyjny tutejszy wyrób, bardzo popularny suwenir, czyli rum Takamaka. Na dobre żegnamy się z Seszelami i wypływamy w kierunku Madagaskaru.   

Madagaskar - czwarta co do wielkości wyspa świata. Przez Portugalczyków "odwiedzona" po raz pierwszy w 1500r. Kolonię założyli tu Francuzi w XVIIIw. , a wolność Madagaskar odzyskał w 1960r.

Nasz statek przybił do Antsiranany (dawniej Diego Suarez) na północy kraju. Z portu bierzemy tuk-tuka i jedziemy pod Górę Francuzów.  Na szczycie wzniesienia (425m.n.p.m.) znajdują się ruiny fortu, używanego jeszcze w czasie II wojny światowej. Bardzo ciekawa droga na szczyt wiedzie m.in. poprzez 626 schodów, które częściowo poprowadzone są w skale. Nasze przyrodnicze sukcesy w drodze na szczyt to : dwa zielone gekony, dwa cudne kameleony, krab ze zdobytym pożywieniem, trzy skolopendry, jaszczurka i kilka ptaków plus baobaby, w tym jeden podobno endemiczny dla tego terenu o żółtych i czerwonych kwiatach. W drodze powrotnej krążymy trochę po uliczkach Antsiranany, aby poczuć jej klimat. Spacerujemy po targu i tutaj klimat jest naprawdę "endemiczny". Wycieczkę kończymy zakupem pamiątek i żegnani występem dwóch zespołów folklorystycznych wracamy na statek.

Przy wyspie Nosy Be znów stoimy na kotwicy, a tendery dowożą nas do portu. W porcie wynajmujemy samochód z kierowcą, na całodzienną wycieczkę do trzech miejsc, które chcemy zobaczyć. Zaczynamy od największej atrakcji, czyli Lemuria Land. Myśleliśmy, że będzie to zoo, a okazało się, że wszystkie zwierzęta żyją tutaj na wolności. Lemury chętnie nawiązują kontakt z ludźmi, a najchętniej z tymi, którzy mają banany. Jako pierwsze przyszły do nas lemury czarne. Były również "Juliany", czyli lemury katta. Natomiast piękny białoczarny wari kompletnie nic nie robił sobie z naszej obecności leniwie odpoczywając. Poza lemurami oglądaliśmy żółwie Aldabra, potężne żółwie lądowe sprowadzone z Szeszeli, żółwie gwiaździste i małe żółwie pajęcze (endemiczne dla Madagaskaru). Fotografujemy również gekony , kameleony i krokodyle. Niezwykle atrakcyjne dla nas były plantacje Ylang Ylang. Olejek pozyskiwany z tych roślin wykorzystywany jest do produkcji perfum, w tym w kultowych perfum Chanel nr 5. O trwałości zapachu olejku przekonaliśmy się kilka miesięcy później, kiedy po otwarciu saszetki , do której włożyliśmy jeden kwiatek, w dalszym ciągu uwalniał się piękny zapach. Drugim miejscem do którego udaliśmy się było wzgórze Mont Passot (329m.n.p.m.)  skąd roztaczają się widoki na jezioro kraterowe, gdyż Mont Passot to wygasły wulkan. Na koniec wycieczki zostawiliśmy sobie plażowanie na Andilana Beach. Zatłoczoną drogą wracamy do portu i mamy nadzieję , że tymczasowo żegnamy się z Madagaskarem. 

. 


Komentarze

Brak strony