PAKISTAN (01.01 – 08.01.2025R.)


Po przejechaniu 16.400 km zaczynamy powrót do domu, który sam w sobie stanowi odrębną, ciekawą podróż. Granicę Pakistanu przekraczamy już po raz drugi. Siedem lat temu w drodze do Indii , a teraz w odwrotnym kierunku, wracając po długiej, pełnej przygód podróży po Indiach i okolicy. Podobnie jak poprzednio granicę indyjsko-pakistańską przekraczamy w ostatniej chwili , tuż przed ceremonią jej zamknięcia. Z prawie pełnych trybun po stronie indyjskiej „żegna nas” kilka tysięcy widzów. Formalności graniczne, po jednej i drugiej stronie, załatwiamy błyskawicznie. Na kilkanaście minut przed rozpoczęciem ceremonii zamknięcia granicy siedzimy już na trybunach po stronie pakistańskiej. W ten sposób spełnia się nasze kolejne marzenie, aby granicę zamykać po tej właśnie stronie. Pakistańczycy są zdecydowanie bardziej powściągliwi i 3 wodzirejów musi wkładać mnóstwo energii w rozkręcenie widowni.

Nie wszyscy turyści tak sprawnie przekraczają tę granicę. Zostawiając nasz samochód (na czas ceremonii zamknięcia granicy) przed urzędem celnym zauważyliśmy stojące tam , sądząc po stopniu zakurzenia, od dłuższego czasu , trzy samochody turystyczne, prawdopodobnie z Tajlandii.

W 11-sto milionowym Lahore spędzamy dwie noce i nie z powodu obiektów UNESCO, które zwiedziliśmy poprzednim razem, lecz dlatego, że prawie cały dzień spędziliśmy w serwisie Toyoty. Szczęśliwie dla nas mechanik nie był przekonany, że podejrzany odgłos pochodzi z tylnych łożysk w kołach. Faktycznie okazało się, że z tylnego mostu wylało się coś , co powinno być olejem, a konsystencją i wyglądem przypominało sok jabłkowy. Po wypłukaniu mostu, wlaniu właściwego oleju i silikonowego środka naprawczego ruszamy w dalszą drogę. Zanim to jednak nastąpi nagrywamy dla serwisu filmik reklamowy i pozujemy do kilku pamiątkowych zdjęć.

Cały czas wspominamy nasz pierwszy pobyt tutaj i zupełnie inne nastawienie do tego kraju. Wtedy wystraszeni mieliśmy w planie jak najszybciej przejechać Pakistan, a zabawiliśmy tutaj prawie dwa tygodnie. Tym razem o wiele spokojniej podchodzimy do informacji na temat Pakistanu , choć nie są wcale uspokajające. Trzy dni przed naszym wjazdem Pakistan zbombardował kryjówki paramilitarnych bojówek po stronie Afganistanu , za co w odwecie Afganistan zaatakował kilka przygranicznych posterunków. Była to o tyle ważna dla nas informacja, gdyż na odcinku kilkuset kilometrów nasza trasa wiodła tuż przy granicy z Afganistanem. Na tym też odcinku ( Dadhar-Taftan )nie obyło się bez konwojów.

Zanim popadliśmy w „konwojową niewolę” spokojnie zwiedziliśmy stare miasto w Multanie i cmentarz Siedmiu Sióstr w Sukkur. O ile w Lahore przyjęto nas z ulicy ,bez problemu w dwóch różnych hotelach , to w Multan skierowano nas do jednego rzekomo przeznaczonego dla zagranicznych turystów hotelu. Hotel poza solidną ceną miał również solidną ochronę. Wysoki płot zakończony koncentrykiem i brama wjazdowa, która mogłaby stanowić zaporę nawet dla czołgu. Najlepsza jednak okazała się sugestia pani z recepcji, która przekonała nas, abyśmy przed zameldowaniem pojechali zwiedzić sobie stare miasto (m.in. fort i grobowiec Shah Rukn E-Alam) . W przeciwnym razie , po zameldowaniu w hotelu, będzie musiała zgłosić, z dwugodzinnym wyprzedzeniem , zapotrzebowanie na policyjny konwój. Korzystając z jej porady postanawiamy sami zwiedzić miasto. Portier zatrzymuje dla nas tuk-tuka , którym jedziemy do centrum starego miasta. Jest piątkowe późne popołudnie, tłumy spacerujących trochę utrudniają nam spokojne zwiedzanie, bo co rusz ktoś pyta czy możemy sobie zrobić wspólne zdjęcie. Nawet siedząc na tarasie restauracji , w oczekiwaniu na zamówioną kolację , nie omijają nas wspólne zdjęcia. Do hotelu wracamy już po zmroku i dopiero wtedy meldujemy się.

Na pewnym odcinku trasy, gdy wczesnym rankiem opuściliśmy hotel , przejechaliśmy wąskimi uliczkami budzących się wiosek i małych miejscowości, dotarliśmy do autostrady okazało się, że autostrada jest zamknięta do godziny 12-tej z powodu bardzo gęstej mgły. Podobna sytuacja, o mały włos, nie utrudniła nam wyjazdu w dniu następnym , gdy recepcjonista w hotelu oświadczył, że autostrada, którą zamierzamy podróżować jest zamknięta z powodu gęstej mgły. Na szczęście zadzwonił do zarządcy drogi zapytać do której droga będzie zamknięta. Wówczas okazało się , że recepcjonista sprawdził w internecie informację o zamknięciu drogi dokładnie sprzed roku. Ponieważ sytuacja miała miejsce 4 -go stycznia  odruchowo wpisał datę 04.01.2024. Rozbawieni całą sytuacją spokojnie ruszyliśmy w drogę.

Pomimo, że znaczną część trasy pokonywaliśmy już wcześniej , na nowo odkrywamy jej piękno i zachwycamy się wspaniałymi krajobrazami.


 

 


Komentarze

Brak strony